św. Maksymilian
Menu
Stowarzyszenia
Uroczystości ku czci św. Maksymiliana

Biskup Bielsko-Żywiecki

Kazanie J.E. ks. bpa Tadeusza Rakoczego

wygłoszone w czasie mszy św. odprawionej w Oświęcimiu, w kościele pw. św. Maksymiliana Kolbego, w dniu 7.10.2007 r. 

Umiłowani bracia i siostry,
Czciciele i czcicielki Maksymiliana Marii Kolbego, męczennika obozu w Auschwitz i pierwszego patrona naszej piętnastoletniej diecezji,
Wszyscy zgromadzeni w tej oświęcimskiej świątyni, wzniesionej ku jego czci: tutejsi parafianie, mieszkańcy Oświęcimia i okolicy;
Pielgrzymi kolbiańscy z bliska i z daleka;
czcigodni bracia kapłani - księże kanoniku Józefie ze swoimi współpracownikami, gospodarzu dzisiejszej uroczystości, duszpasterze Oświęcimia i oświęcimskiej ziemi, księże dziekanie Krzysztofie i wszyscy bracia w kapłaństwie;
rodzino franciszkańska, współbracia świętego Maksymiliana, wy z naszej diecezji i wy, którzyście przybyli dzisiaj z Niepokalanowa;
drogie siostry Misjonarki Niepokalanej Ojca Kolbego, wszystkie siostry zakonne i osoby konsekrowane;
byli więźniowie obozu Auschwitz i Birkenau współmęczennicy i świadkowie tej tragedii ludzkości - życzę wam zdrowia i kolorowych, dobrych snów, i jak najdłuższych lat życia oraz zwycięskich owoców waszego cierpienia i ofiary dla nas wszystkich tu teraz i dla tych wszystkich części świata, w których szatan wciąż jeszcze sieje w duszach ludzkich antyboskie ziarna i zarzewie nienawiści i śmierci;
wszystkie poczty sztandarowe;
przedstawiciele władz miejskich i powiatowych, Panie Prezydencie Oświęcimia i Starosto oświęcimskiej ziemi, Przewodniczący obu tych Rad, radni i przedstawicie wszystkich dziedzin naszego życia religijnego i społecznego;
wy którzy odznaczacie się strojami regionalnymi, oświęcimscy górale i wy w asyście żywieckiej;
cała wspólnoto eucharystyczna;
drodzy bracia klerycy naszej diecezji i diakoni, i wy wszyscy, którzy z waszych domów, dzięki radiu diecezjalnemu "Anioł Beskidów" uczestniczycie w tej wspaniałej uroczystości. Życzę by promienie radości z przeżycia tej uroczystości i promienie łaski Bożej, rozświetliły wasze serca, i aby przez was promieniowały na całe środowiska domowe, w których żyjecie.
Wszystkie uczestniczki i uczestnicy tej uroczystości w pierwszą niedzielę października 2007 r. z okazji 25 rocznicy kanonizacji świętego Maksymiliana dokonanej przez Sługę Bożego Jana Pawła II w dniu 10 października 1982 r. w Rzymie.

A kiedy, moi drodzy, patrzę na tę oświęcimską świątynię świętego Maksymiliana, to musze wspomnieć dziś także wieloletniego proboszcza tej parafii księdza Stanisława Górnego, który razem ze swoim bratem księdzem biskupem Kazimierzem, włożył w budowę tego kościoła całe serce i ponosił organizacyjną ofiarę. Niedawno odprowadziliśmy jego ciało na miejsce wiecznego spoczynku i oczekiwania na zmartwychwstanie. A przedwczoraj odbył się także pogrzeb księdza arcybiskupa Giovanni Battista Danzi - stróża sanktuarium w Loretto we Włoszech. On to przed laty, jeszcze jako włoski kapłan i mój serdeczny przyjaciel zaangażował się ogromnie w budowę kościoła świętego Józefa w Oświęcimiu. Organizował przyjaciół, zbierał składki, zaangażowal wielu ludzi i bardzo pomógł w budowie tej świątyni, pragnąc, aby ten kościół był w Oświęcimiu pomnikiem ku czci zamordowanych w Auschwitz-Birkenau jego rodaków Włochów. I dziś modlimy się także za obu tych kapłanów, którzy wpisali się w niedawną historię naszego miasta i w jego moralne, duchowe, religijne i materialne także oblicze. Niech Niepokalana Matka i jej największy czciciel na ziemi święty Maksymilian, a także Sługa Boży Jan Paweł II, który znał osobiście i cenił obu wprowadzał ich przed oblicze Boga Najwyższego.

A w tym roku, jak wszyscy wiemy razem z 25 rocznicą kanonizacji świętego Maksymiliana przypada także 90. rocznica założenia przez niego Rycerstwa Niepokalanej 16 października w 1917 roku, niejako w odpowiedzi na masońskie groźby, których wyrazem była słynna manifestacja w Rzymie w 1917 roku, w roku rewolucji komunistycznej, w czasie której krzyczano, że na Watykanie będzie rządził Lucyfer, a znakiem tego miał być sztandar czarny, a na nim wizerunek szatana depczącego świętego Michała Archanioła. Będąc jeszcze na studiach, przed święceniami kapłańskimi założył święty Maksymilian Milicję Niepokalanej stowarzyszenie ludzi oddanych bez reszty pracy apostolskiej pod patronatem Maryi. I cieszę się właśnie, że sztandar tego Rycerstwa w Oświęcimiu w tą rocznicę będę mógł poświęcić, aby był znakiem i wezwaniem do tego, byśmy oddawali siebie i pokolenia, które wychowujemy w ręce Niepokalanej Dziewicy Maryi.

W lipcu 1919 Maksymilian wrócił do kraju i przez jakiś czas uczył kleryków franciszkańskich w Krakowie, a w 1922 roku zaczął wydawać, jakżesz bliskie sercu, czasopismo Rycerz Niepokalanej - organ Rycerstwa. W roku 1927 założył w Teresinie koło Warszawy ośrodek franciszkański pod nazwą Niepokalanów i tu nadal wydawał Rycerza , tu stworzył centrum powołaniowe i misyjne. Ten ośrodek bardzo szybko stał się znany w całej Polsce. Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał go wielkim warsztatem franciszkańskiego apostolstwa. A w roku 1930 święty Maksymilian udał się na daleki Wschód, do Japonii i w maju tego samego roku w Nagasaki ukazała się japońska wersja Rycerza Niepokalanej. Swoją działalność zamierzał rozszerzyć na Chiny i Indie, ale wskutek słabego zdrowia musiał powrócić w 1936 roku do kraju.

Po wybuchu II Wojny Światowej, zaraz na początku w 1939 roku, już 19 września został aresztowany razem z grupą zakonników. 8 grudnia tego samego roku zostali na szczęście zwolnieni. Ale już w lutym 1941 roku Ojciec Maksymilian został aresztowany po raz drugi i osadzony najpierw na Pawiaku w Warszawie, a potem, w maju, został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz.

Pod koniec lipca ofiarował swoje życie za Franciszka Gajowniczka, którego miałem szczęście spotkać w Rzymie w czasie kanonizacji. Był on wybrany przez władze obozowe na śmierć głodową. Maksymilian umarł za brata w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 roku, dobity zastrzykiem fenolu. Bohaterska ofiara z życia stała się głośna w całym Kościele i świecie.

Tajemnica życia i męczeńskiej śmierci naszego patrona wprowadza nas w Słowo Boże z dzisiejszej niedzieli, która ofiaruje naszej refleksji, modlitwie i medytacji temat wiary, pokazując jej siłę, owoce, jakie przynosi w człowieku wierzącym. Należy do nich przede wszystkim ufność i zawierzenie w chwilach próby, wewnętrzna siła i konsekwencja w pójściu za Chrystusem i w końcu pokora serca, która pozwala nam wszystkim widzieć dar Boży i owoc Jego łaski. Pamiętam jak po kanonizacji spotkałem się z grupą amerykanów na placu świętego Piotra. Oni wzruszeni głęboko tym przeżyciem i modlitwą mówili mi: "Proszę księdza, my ciągle tylko mówimy ile i jak pomagamy Polakom materialnie, jak was ubogacamy na różne sposoby, a nie myślimy o tym, jakim bogactwem Polska nas ubogaciła, a wyrazem tego jest to, co przeżyliśmy tutaj".

Moi drodzy, w czasie drugiej pielgrzymki do Ojczyzny Jan Paweł II w czerwcu 1983 r. celebrował na polach przyklasztornych w Niepokalanowie Mszę świętą dziękczynna za wyniesienie do chwały ołtarzy pierwszego syna Polskiej ziemi w drugim tysiącleciu. W swojej homilii uwydatnił walor bohaterskiego czynu miłości Ojca Maksymiliana. Podkreślił, że w tym kapłanie, męczenniku franciszkaninie w jakiś szczególny sposób przejrzysta stała się prawda Ewangelii, prawda o potędze miłości. Z wielkim duchowym zaangażowaniem wołał: "Tak więc stoi przed wami Maksymilian Kolbe męczennik szafarz własnej śmierci. Potężny swoją męką, jeszcze potężniejszy miłością, której był wierny, w której wzrastał przez całe swe życie, w której dojrzewał do śmierci w obozie koncentracyjnym Maksymilian Kolbe szczególny świadek Chrystusowego zwycięstwa nad śmiercią, szczególny świadek zmartwychwstania". I mówił dalej papież: "owo dojrzewanie w miłości, które wypełniło całe życie Ojca Maksymiliana, a dokonało się na ziemi polskiej ostatecznie poprzez czyn oświęcimski, owo dojrzewanie było w sposób szczególny związane z Niepokalaną Służebnicą Pańską. Doznawał od wczesnej młodości jej duchowego macierzyństwa. Maksymilian, jak mało kto, przejęty był tajemnicą boskiego wybrania Maryi. Jego serce i myśli skupiły się w szczególnej mierze na tym nowym porządku, jaki w dziejach ludzkości stał się za sprawa Odkupiciela niepokalane poczęcie Matki jego ziemskiego Wcielenia. Maryja w życiu i pobożności Ojca Maksymiliana zajmowała, moi drodzy, szczególne miejsce. Znany jest nam oczywiście sen, jaki miał Maksymilian w młodzieńczym wieku, gdy Maryja zaoferowała mu do wyboru dwie korony: białą i czerwoną wyznawcy, albo męczennika. A Rajmund wybrał obie. Maksymilian stał się tak ofiarny i zdobył się na oddanie życia za brata, bo wiedział dokąd idzie i co go ostatecznie czeka". I dalej jeszcze Sługa Boży dał biblijny temat, zaczerpnięty z listu św. Pawła Apostoła do Rzymian - "nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj".

Ojciec Maksymilian nie dał się zwyciężyć złu, a to zło, które spotkał było przecież okropne. Potrafił jednak zwyciężyć je dobrem heroicznym, gdyż wielkie zło można zwyciężyć większym jeszcze dobrem. Prawdą jest, że tu na ziemi nie jesteśmy jeszcze wolni od zła, ale prawdą jest także, że to zło nie jest tak wielkie, jak doświadczali tego niektórzy ludzie przeszłości, między innymi św. Maksymilian i obecni tu jeszcze byli więźniowie Auschwitz Birkenau.

Pozostaje nam, najdrożsi, ważne zadanie, by każde zło, nawet to najmniejsze zwyciężać dobrem. Jesteśmy świadkami tego jak ludzie próbują zło zwyciężać niestety złem. Tak dzieje się na wojnach, tak dzieje się na mniejszą skalę w codziennym życiu wielu ludzi. Posłuchajmy więc wskazówki apostola, który najlepiej zinterpretował Chrystusową naukę o miłości, naukę, która swoje apogeum osiąga w oddaniu życia za bliźniego, a które urzeczywistnił ojciec Maksymilian. Jego bohaterski czyn miłości był zwycięstwem zła przez dobro, nienawiści przez miłość. Módlmy się dla nas wszystkich o łaskę zwyciężania każdego współczesnego zła tym dobrem, którego źródłem jest Bóg, a które leży w zakresie możliwości każdej i każdego z nas, każdego człowieka i wszystkich ludzi razem.

Dziś, moi drodzy, 7 października patrzymy równocześnie na Matkę Bożą Różańcową i te modlitwę, tak bardzo umiłowaną przez Jana Pawła II, który ją ubogacił tajemnicami światła, modlitwę którą swoim przykładem i nauką tak bardzo rozpowszechnił we współczesnym Kościele. Rozważając poszczególne części różańca: radość, światło, cierpienie i chwałę Chrystusa i Maryi, przywołujmy także do tego rozważania nasze radości, chwile światła, natchnienia, a także bóle i chwile chwalebne. Mamy możliwość włączenia naszych życiowych radości, cierpień i wyrzeczeń, ale i zwycięstw dobra nad złem do wydarzeń z życia Chrystusa, Maryi, świętego Maksymiliana i wszystkich naszych świętych, aż po Sługę Bożego Papieża Jana Pawła II.

Świat, moi drodzy, można zmienić przez modlitwę i pokutę. Jesteśmy w niełatwym, chociaż w obiecującym wiele, budzącym nadzieję okresie naszej historii. Wyszliśmy przecież ze zniewolenia i nie umiemy jeszcze żyć w wolnym kraju. Nie potrafimy także zagospodarować naszej wolności, bo dominujący staje się egoizm, pycha, ideologia i interesy poszczególnych grup. A przecież to od nas, od współczesnych mieszkańców zależy, czy Polska będzie krajem katolickim, szanującym swoją chrześcijańską ponad tysiącletnią historię; czy tez będzie się stawać coraz bardziej, jak Zachód, krajem laickim, neutralnym światopoglądowo, postmodernistycznym. Nie mówmy, że my nie możemy nic zmienić. Możemy dużo zmienić właśnie naszą postawą, wizją, naszą modlitwą, naszymi wyborami. Możemy także wiele wartości obronić naszym różańcem. Możemy przyczynić się do wzrostu dobra w Kościele, w narodzie, właśnie przez modlitwę naszą, wyraz naszej wiary i przechodzenie ze zła ku dobremu, z dobrego ku lepszemu jeszcze - przez zwycięstwo dobra nad złem.

Bądźmy, moi drodzy, obecni w życiu Kościoła, w życiu narodu. Bądźmy obecni także z naszym różańcem. Bierzmy go do ręki nie tylko w kościele na nabożeństwach październikowych, ale bierzmy ten duchowy oręż w różnych okolicznościach naszego życia: wtedy gdy idziemy do sklepu, gdy jedziemy tramwajem, autobusem czy pociągiem, gdy stoimy w kolejce w sklepie czy w urzędzie, i wtedy nawet gdy idziemy przejść się z psem na spacer. Niech różaniec będzie przyjacielem naszego życia. Z różańcem w ręku idźmy dalej w życie. Z różańcem w ręku stawajmy się lepszymi ludźmi. Z różańcem w ręku pomagajmy drugim, pomagajmy Kościołowi i naszej drogiej Ojczyźnie. A wzorem i patronem tej naszej drogi niech będzie święty Maksymilian. Modlimy się jeszcze raz w tej świątyni słowami współczesnego poety: "Ludzie przeciw Bogu. Jeszcze większy to odwrót niż czołg przeciw zieleni, armaty przeciw niebu, bomby przeciw ciszy. Ojcze Maksymilianie, prowadź do Chrystusa przez Matkę wszelkiego życia, zdrowia, pokoju, radości. Pozostawieni sobie - strzępy ludzkiej materii wyrwanej z Boga całkiem zwariujemy, upodlimy się, zagryziemy. Ucz nas przerabiać nasze dnie i godziny, rozsypane, niepozbierane, w jeden różaniec dla Matki Bożej. Niech go zawiesi jako wotum pod krzyżem swojego Syna, Zbawcy naszego. Przerabiać dnie na różaniec, najważniejsza to lekcja. Ciągle nam ją Maksymilianie zadawaj i wciąż z niej nas przepytuj". Amen


ostatnia modyfikacja: 27-11-2007, 23:22, Strona do druku
Nasz patron
Kapłani

wiecej...


Copyright by Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu. All rights reserved!
Polityka prywatności