św. Maksymilian
Menu
Stowarzyszenia
Bierzmowanie

Ks. Bp Tadeusz Rakoczy
do młodzieży naszej parafii
w czasie bierzmowania - 3.04.2008 r.

Droga wspólnoto parafialna pod wezwaniem świętego Maksymiliana Kolbego w Oświęcimiu, drodzy goście z bliska i z daleka, uczennice i uczniowie trzecich klas gimnazjalnych, młodzi chrześcijanie tej parafii, i wy wszyscy, którzy przyjmujecie dziś sakrament chrześcijańskiej dojrzałości, drodzy rodzice bierzmowanych: mamy, ojcowie, rodzeństwo, babcie i dziadkowie, chrzestni rodzice, świadkowie, krewni, przyjaciele, nauczyciele i wychowawcy, wszyscy uczestnicy tej uroczystości. Razem z gospodarzem tej świątyni księdzem kanonikiem Józefem - proboszczem i z księżmi wikariuszami, katechetami, którzy pomogli wam przygotować się na to ważne w waszym życiu i życiu Kościoła wydarzenie, a także ze wszystkimi obecnymi tu duszpasterzami tego miasta, sąsiadami i przyjaciółmi, którzy za chwile razem ze mną wyciągną nad wami kapłańskie ręce i sprawimy, że ta świątynia stanie się wieczernikiem zstąpienia Ducha Świętego.

Pozdrawiam serdecznie was wszystkich i życzę wam, by ten sakrament siedmiorakiego daru Ducha Świętego był dla was skuteczny i przynosił dobre owoce przez całe wasze życie, a w nas wszystkich, którzyśmy przyjęli go już dawniej, by się odnowił i umocnił nas na drogach naszej wiary. Tak się szczęśliwie składa, że ten sakrament przyjmujecie dziś - tuż po Oktawie Wielkanocnej, po przeżyciu Wielkiego Postu i zmartwychwstania Chrystusa, a także, jak przedstawiciele waszych rodziców przypomnieli w dzień po III rocznicy śmierci Jana Pawła II - wielkiego przyjaciela i przewodnika młodzieży na całym świecie. Moi drodzy. Jego następca Benedykt XVI powiedział do młodych całego świata w Kolonii między innymi takie słowa: "dzięki temu głębokiemu dialogowi, jaki rozwijał się przez ponad dwadzieścia lat między papieżem Janem Pawłem II, a młodymi wielu z nich mogło pogłębić swą wiarę i zacieśnić więzy wspólnoty, zachwycić się dobrą nowiną o zbawieniu w Jezusie Chrystusie i głosić ją po wszystkich zakątkach ziemi". Ten wielki papież potrafił zrozumieć wyzwania jakie dziś stoją przed młodymi ludźmi i potwierdzając swoje zaufanie do nich nie wahał się zachęcać ich by byli odważnymi głosicielami Ewangelii i nieustraszonymi budowniczymi cywilizacji prawdy miłości i pokoju.

Otóż dziś łącząc się z Nim w tajemnicy Świętych obcowania do tego dialogu, że tak powiem, dopisujemy jeszcze nowy rozdział. Życzę wam obfitej łaski na drogach waszej młodości i na drogach przyszłej waszej dojrzałości i polecam was wszystkich macierzyńskiej opiece Stolicy Mądrości i Matki Pięknej Miłości. Myślę, że to przeżycie wczorajsze i ten fakt, że jeśli chcecie, to możecie należeć do pokolenia Jana Pawła II, to wszystko ubogaca dzisiejsze wasze bierzmowanie, waszą dojrzałość chrześcijańską i otwiera was, wasze serca, życiowe drogi waszej młodości na to wszystko, czego on był nauczycielem i świadkiem. A ileż słów, moi drodzy, Chrystusa i ileż słów o Nim słyszeliśmy w naszym życiu, a mimo wszystko, wielu ludzi, i wy moglibyście także wiele o tym powiedzieć, czuje się obojętnymi, tak jak by te wydarzenia historyczne, słowa i fakty nie miały żadnego znaczenia dla ludzkiego życia, jakby odnosiły się do innych, a nie dotyczyły nas - każdego i każdej i wszystkich razem.

Wielu ludzi staje się tylko, że tak powiem, biurokratami, zewnętrznymi urzędnikami chrześcijańskiej wiary. Owszem, niektóre sprawy znają, choć różnie z tym bywa, ale one nie przenikają i nie kształtują ich życia. To wydarzenie chrześcijańskie odkrywamy w tajemnicy paschalnej. To wydarzenie bierzmowania młodego pokolenia tutejszej młodzieży oświęcimskiej budzi nas wszystkich niejako ze snu, bo nawet jeśli człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy to zmartwychwstały Chrystus idzie z nim, ale trzeba się otworzyć, trzeba Go słychać i w nurcie wydarzeń naszego życia, podczas wszystkich wydarzeń dobrych i złych, spotkać się z Nim, a zmartwychwstanie Chrystusa - Boga w ludzkim ciele jest oczywiście tajemnicą wiary i w apostołach wtedy i w ludziach każdej epoki, pokolenia i wielu spośród współczesnych ludzi dzisiaj - w nich jest jakiś dziwny opór do wiary. Wydaje się to dziwne, bo wydarzenie w historii, ta perspektywa, jaką ono otwiera przed ludzkością, odpowiada przecież najgłębszym aspiracjom i dążeniom człowieka. Wszak przez samo stworzenie i zrodzenie wpisane jest nasze życie najgłębsze pragnienie istnienia i szczęścia.

Zmartwychwstanie jest tajemnicą radości, radości wielkiej, radości, której źródłem jest Bóg - Stwórca i Odkupiciel. A przecież tak wielu ludzi, bardziej lub mniej świadomie wybiera smutek i idzie ku katastrofie złem znacząc własne dobro życiowe i szlaki życiowe innych ludzi. Dziwne, ale niestety tak jest. Ta Boża perspektywa - możliwość i łaska prowadzi nas na górę życia, dobra i radości, a człowiek chce często pozostawać w dołku ze wszystkimi nędzami, smutkami i lichymi i ludzkimi czysto interesami. Na dnie tego wszystkiego jest egoistyczna miłość własna, która nakłania do tego w zakresie spraw zarówno materialnych, jak i życiu duchowym. Jakżesz charakterystycznym, moi drodzy, jest list studentki, który niedawno przeczytałem w tygodniku katolickim. Ona, która podpisała się Agnieszka, pisze: "Studiuję w obcym i dużym mieście. Jestem na I roku, w liceum nie miałam problemów, ani z chodzeniem do kościoła, ani z przyznawaniem się do wiary. Na uczelni jest trochę inaczej. W mojej grupie wiele osób wyśmiewa się z wiary i Kościoła. I zauważam, ze publiczne przyznawanie się do wiary traktowane jest jako pewna naiwność i głupota. Wiem, że nie powinnam się wstydzić swojej wiary, ale coraz częściej czuję się wyobcowana na studiach, a najgorsze, że czasem zaczynam sie nawet zastanawiać, czy rzeczywiście w naszym świecie pewne zasady chrześcijaństwa nie są już idiotyczne?". Tak napisała Agnieszka, a kapłan, który odpowiada na ten list pisze między innymi, że w czasie odwiedzin w jednym z domów akademickich spotkał grupę studentów, na pijackiej imprezie. Kiedy po rozmowie z nimi wyszedł na korytarz jeden z nich poprosił go o rozmowę. Rozpłakał się i zaczął się zwierzać, że ma już dość tego życia, że nie chce już pić co wieczór i marnować młodości. "To dlaczego to robisz?" - pyta go kapłan - "ponieważ nie chcę w oczach kolegów uchodzić za mięczaka". A więc wystarczy atmosfera stworzona przez grupę, żeby zaprzeć się Boga i samego siebie, żeby świat zawrócił w głowie i wmówił, że jesteś naiwny, naiwna, nienowoczesna, nie życiowy, żebyś oddał się pod władzę Szatana.

Moi drodzy jest się nad czym zastanowić. Zamiast przyjąć szerokim sercem ten dar Boży, który mówi kim naprawdę jest człowiek, jakim powinien być i do czego dążyć szuka się często cierpienia, smutku i klęski. Zatrzymując się na pozorach szczęścia wybiera się zgubę i pogrąża w kryzysach. "Oderwij się od samego siebie, odrzuć smutek, bo smutek jest matką zwątpienia i błędu" - pisze autor chrześcijański II wieku. Pod wpływem beznadziejności widzi się wszystko w ciemnościach miłości własnej - rozczarowania zawodu niespełnionej nadziei, zamiast zobaczyć to wszystko w świetle Bożym, w blaskach zmartwychwstania. Istnieje oczywiście wiele zła niezależnego od nas, cierpienia i smutek, ale wśród tego wszystkiego Chrystus zmartwychwstały jest obecny i daje nam zwycięstwo i pokazuje drogę do Niego, a cała reszta należy już do nas.

Moi drodzy od was, waszej intencji, od waszych zamiarów, od tego co jest w was zależy, czy ten obrzęd dzisiaj pozostanie tylko czystą scenografią bez łaski, olej pozostanie na czole, a serce stanie się dzikim i dzikie będą słowa, myślenie i zachowanie się, czy też pozostanie trwały ślad łaski światła i wszystkich darów Ducha Świętego, które pomogą wam iść w dobrym kierunku i realizować się w pełni. Dziś nie otrzymujecie katolickiej legitymacji. Otrzymujecie pieczęć, znak na czole, znak ognia, który Bóg pragnie rozpalić w waszym sercu. Mówię do was w tej chwili jak do dojrzałych już członków Kościoła - stawajcie się krytycznym sumieniem i świadomością w chrześcijańskiej wspólnocie. Tu, gdzie teraz jesteście: w domu, środowisku, dyskotece, gdziekolwiek będziecie dojrzewajcie do tego, co was czeka w przyszłości. Dajcie waszym rówieśnikom w szkole, na ulicy, wszędzie, dawajcie im prawdziwy obraz Kościoła, a wiec ludzi, którzy umieją przyjąć, przygarnąć, współczuć, którzy nie żyją w zakłamaniu, których mowa jest prosta i jasna, którzy nie szukają, nie maskują tego czym żyją i nie stroją się sami w maski tragicznego karnawału. Stawajcie się ludźmi wolnymi i nie bójcie się ani się nie wstydźcie odnajdywać wciąż na nowo motyw naszej wiary i nadziei, a także pogłębiać naszą przynależność do Kościoła i budzić w sobie i w innych ludziach pragnienie świętości, nawrócenia, odnowy duchowej w klimacie modlitwy i solidarnego otwarcia się na drugiego człowieka, na bliźniego, brata i siostrę, zwłaszcza gdy nas potrzebuje.

Otóż droga młodzieży wszystko zależy od tego patrzenia wewnątrz siebie, od tej duchowej czystości, od tej wolności do której wyzwolił nas Chrystus i od której zależy ład rzeczy, ład świata, ład rodziny, społeczeństwa w kulturze, polityce, ekonomii, w życiu po prostu. Człowiek - glina i tchnienie życia postawiony jest stale między Bogiem a wężem, między prawdą i złudzeniem, miłością a nienawiścią między prawdą a głupotą, między ubóstwem duchowym, a nieustającym pożądaniem bogactwa. To tu tkwi sedno radykalnych rozłamów i różnic w interpretowaniu dóbr wartościowych i bezwartościowych. Brak wiary powoduje, że człowiek staje się obcy nie tylko wobec Boga, ale także wobec drugiego człowieka. Jeśli punktem odniesienia dla człowieka, jego godności nie jest Bóg to nic nie stoi na przeszkodzie żeby w człowieku drugim widzieć tylko rywala, nieprzyjaciela, a nie brata i siostrę.

Duchu Święty Boże, który jesteś światłem i życiem, ty, który przenikasz głębokości Boga wejdź w przestrzeń naszych serc, przeniknij je światłem i uczyń świątynią spotkania z Bogiem, obcowania z jego miłością, napełnij nasze serca życiem, które pulsuje nieustanną inspiracją w służbie dobra i miłości. Uczyń nasze serca jednością, mocą dobra prawdy i miłości. Uczyń je mocnymi w służbie dobru wspólnemu, narodowi całemu naszemu, europie zjednoczonej, każdemu z nas i każdej z nas i wszystkim razem nam, którzy teraz i tu tworzymy dzieje tej ziemi. I ty Matko chroń nas od grzechu narzekań, złorzeczeń, rozpaczy. Naucz nas takiej przemiany materii, która zmienia słabość człowieczą w moc Chrystusową. Upadki w przepaść, w lot ku wyżynom. A ból bezsensowny w sens zwycięskiego krzyża. Amen.


ostatnia modyfikacja: 13-04-2008, 23:21, Strona do druku
Nasz patron
Kapłani

wiecej...


Copyright by Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu. All rights reserved!
Polityka prywatności