Aktualności
Menu
Stowarzyszenia
Godziny mszy świętych
  • W niedzielę:
    Od września do czerwca:
    6.00, 7.30, 9.00, 10.00 (kaplica Matki Bożej Fatimskiej), 10.30, 12.00, 13.15, 16.30, 19.00.
    W lipcu i sierpniu:

    6.00, 7.30, 9.00, 10.30, 12.00, 16.30, 19.00.
  • W dni powszednie:
    6.30, 7.00, 9.00, 18.30.
  • W I piątek miesiąca:
    6.30, 9.00, 17.00, 18.30.
Sponsor
NIP i konto

NIP: 549-1660-581

Konto bankowe:
Bank Pekao S.A.:
49 1240 4155 1111 0000 4624 3586

22.rocznica kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego

Tekst homilii o. prof. Zdzisława Kijasa OFMConv

prorektora PAT w Krakowie, wygłoszonej 10 października br. w Oświęcimiu podczas uroczystej mszy św. z okazji 22 rocznicy kanonizacji św. Maksymiliana Marii Kolbego

Ekscelencjo, Czcigodny Księże Biskupie!
Drodzy współbracia w powołaniu kapłańskim!
Umiłowani Bracia i Siostry!

Przypominamy sobie tę scenę oświęcimską, która znaczy ostanie dni życia Maksymiliana, scenę na placu obozowym. Więźniowie stoją. Każdy z nich skulony w sobie, zamknięty w sobie, w napięciu oczekuje na werdykt. Sytuacja jest dramatyczna - beznadziejność, niemożność zmiany swojego losu... Już nie pracują, są jak gdyby bezrobotni, nie czynią nic, nie czynią nic na zewnątrz. Cały dramat rozgrywa się w ich wnętrzu. Nie patrzą na siebie, ale ich oczy utkwione są w siebie, każdy niemal rozlicza się z własnego życia, ponieważ nie wie, czy nie jest to jego ostatni apel, czy nie jest to jego ostatnie stanie na placu, czy nie zostanie wywołany i odesłany do bunkra śmierci. Dramat narasta wraz z upływem czasu. Powiększa się poczucie beznadziejności wpłynięcia na zmianę swojego losu. Wśród nich jest również Maksymilian w niczym nie różniący się od pozostałych więźniów. Podobnie jak inni, on również wychudzony, zmęczony, przygarbiony, ubrany jak każdy inny, na zewnątrz nie różni się niczym. Ale on, jak mówią świadkowie, wydawał się być inny: nie tylko zastanawiał się nad swoim życiem, nie tylko odczuwał bicie własnego serca, nie tylko myślał, co będzie i jak będzie, ale świadkowie mówią, że w ciszy obozowej, w tym oczekiwaniu na werdykt, on najpierw odczuwał głos Boga. Świadkowie mówią, że się modlił. Świadkowie mówią, że w dłoniach trzymał krzyż Chrystusa.

Wychodząc z szeregu, oddał krzyżyk współwięźniowi. Jego oczekiwanie nie było daremne. On nie stał, aby stać, bo został zmuszony do stania, on stał jako rycerz na placu, na apelu gotów na każde wezwanie. Usłyszał to, usłyszał to wezwanie. Nie było to wezwanie człowieka, nikt go nie wywołał z szeregu, on usłyszał głos wzywającego go Boga. Mówimy, że usłyszał głos miłości. To dziwne, że oto tak blisko stali ludzie, a Maksymilian najmocniej usłyszał głos Boga, aby wyjść naprzeciw drugiego człowieka, aby pomóc drugiemu człowiekowi. Ci, którzy innych kierowali do bunkra śmierci, jego chcieli oszczędzić. Mógł uratować swoje życie, ale wystąpił, aby pójść z tymi, którzy go potrzebowali. Na pewno bardzo krótko trwała ta scena pewnie przez okamgnienie. W tym okamgnieniu ważyły się losy człowieka. Jakże długo wcześniej Maksymilian musiał się przygotowywać, aby odczytać ten moment swojego życia. Nie wiedział, kiedy on nastąpi i jaki on będzie, ale przygotowywał się, aby być gotowym, kiedy nastąpi. Życie może nas zaskoczyć, ale całe nasze pielgrzymowanie zmierza do tego, aby nas nie złamało.

Ten plac obozowy - to było kulminacyjne wydarzenie w życiu Maksymiliana. Bycie na placu, bycie gotowym, bycie nie zamkniętym w sobie, ale otwartym na to, co dokonuje się wokół mnie... Patrząc na życie Maksymiliana możemy powiedzieć, że my również znajdujemy się na takim placu obozowym. Każdy z nas tutaj stojących, a nawet tutaj nieobecnych, znajduje się na placu obozowym. Szczególnie my, wierzący w Jezusa Chrystusa. Takim dla nas placem obozowym jest świat. Stoimy na placu obozowym świata i często doświadczamy w naszym życiu tych samych doznań, jakich doznawali owi więźniowie oświęcimscy. Stoimy bardzo często bezradni. Świat nas obwinia, oskarża, odbiera nam pracę, odbiera nam nadzieję jutra, obiera nam ufność w drugiego człowieka, ufność w siebie. Stoimy jak owi więźniowie - bezradni, zamknięci w sobie, zapatrzeni w swoje trudności osobiste, w nasze niepokoje i w nasze cierpienia. Zadajemy się nie dostrzegać tych, którzy stoją obok nas. Stoimy niejako razem, ale jakże bardzo w pojedynkę - na placu obozowym świata. Jakże wielu tych stojących to osoby cierpiące, autentycznie dotknięte bezrobociem, osoby chore, być może zranione przez życie, zapomniane czy opuszczone, które przez tyle lat trudziły się skulone nad ziemią, a teraz stoją na placu obozowym świata. I co robimy? Co robimy? Nie wystarczy bowiem stać. Ci, którzy byli na placu oświęcimskim, byli zmuszeni do stania, ale przecież nikt ich nie zmuszał do dialogu z Bogiem, nikt im nie narzucał poczucia beznadziejności swojego wnętrza, nikt ich nie zmuszał do utarty nadziei, nikt nie był w stanie wymusić na nich, aby zagubili nadzieję na jutro. My również stoimy na placu obozowym świata, bardzo często zmuszeni do stania, zmuszeni do zewnętrznej niejako bezradności.

Ale oto stoimy na tym placu obozowym jako ci, którzy wierzą, że Chrystus w niemocy swego cierpienia zbawił świat. I pytamy się, pytam się ja samego siebie, jako kapłana i zakonnika, ale pyta się każdy z nas tutaj obecnych: co robię na tym apelu świata? Czy chcę czerpać siły od Boga w tym punkcie mojego życia? Czy widząc to wszystko, co dokonuje się wokół mnie, na co często właściwie tak po ludzku nie mam wpływu, na życie gospodarcze, być może na politykę, na życie mojej rodziny, na sytuację, w jakiej znalazł się mój mąż czy żona, czy jak postępują moje dzieci czy wnuki, kiedy bardzo często tracę wiarę w możliwość zmiany swego losu, czy czuję się tak wówczas wewnętrznie bezradny, jak wielu być może z tych, którzy stali razem z Maksymilianem czuło się bezradnymi? A może czuję się jak Maksymilian, który nie rozczulał się nad losem swoim, ponieważ wiedział, że z nim jest Bóg. I przesuwał w palcach paciorki różańca, ściskał krzyż wiedząc, że nie jest sam. Że z pewnością on sam nie jest w stanie zmienić swojego losu, nie jest w stanie wpłynąć na zmianę historii, ale może uczynić to Bóg. Stoimy na placu obozowym współczesnego świata, który rozlicza nas z naszej wiary, który pyta nas, czy wierzymy, że Bóg jest w stanie zmienić życie? Czy wierzę? Właściwie to jest najważniejsze pytanie i to była najważniejsza siła Maksymiliana, że wierzył i umacniał swoją wiarę modlitwą i umacniał swoją wiarę, dzieląc się z nią z innymi. To była jego siła. I wydawać by się mogło, że ci, którzy mieli władzę odesłać go do bunkra śmierci, że oto mieli oni jedyną władzę. Ale czas pokazał, że prawdziwa władza i przyszłość była po stronie tych pozornie słabych, którzy w owym czasie, w oczach świata byli bezradni. Ale ich moc utkwiona była w Bogu.

Tak, moi drodzy, to jest przesłanie Maksymiliana. Świat i my zwracamy się do Boga słowami: „krzywda mi się dzieje”. Rozpaczliwie zwracamy się do Niego mówiąc, że zło się dzieje w świecie. Że oto wokół nas ciemność, że brak nadziei na przyszłość. Jakże często te tematy pojawiają się w naszym życiu, jakże często słyszymy o nich z zewnątrz, ze środków przekazu, z rozmów sąsiedzkich, z wiadomości, które docierają do nas ze szkoły czy z pracy. Krzywda mi się dzieje. I do kogo kierujemy te słowa? Maksymilian uczy, że z każdym pytaniem powinniśmy się zwracać do Boga. A On w zamian kieruje do nas słowa: uwierz, pogłęb swoją wiarę, umocnij się w miłości. Apostoł Paweł kieruje do każdego z nas te słowa: „Rozpal na nowo charyzmat Boży”.

Tak, moi drodzy, przyzwyczailiśmy się do wiary, przyzwyczailiśmy do naszych chrześcijańskich obrzędów, przyzwyczailiśmy się do Eucharystii, przyzwyczailiśmy się również do scen obozowych, przyzwyczailiśmy się do innych gestów jakoby świadczących o naszej wierze. A Maksymilian pyta nas dzisiaj, czy ty prawdziwie wierzysz? Nie chodzi bowiem o folklor wiary, o jakieś przyzwyczajenie, o jakąś obrzędowość. Chodzi o to, abyś uwierzył ciągle na nowo. W sytuacji bowiem, w jakiej znalazł się Maksymilian na placu obozowym, mogę się znaleźć również i ja. Odarty ze wszystkiego, co na pozór świadczy o mojej wierze, ubrany w obozowy strój, odarty z tego wszystkiego, co może ozdabia moją wiarę. I wtedy jestem sam i wtedy moja wiara się liczy, ona może mnie uleczyć. To pytanie o moją wiarę dotyczy każdego z nas, bo jedynie taka, która mówi mi, że to nie ja działam, ale Bóg we mnie i przeze mnie, potrafi zmieniać losy moje, mojej rodziny, mojego miasta, kraju czy świata.

Prosimy pokornie Maksymiliana, abyśmy w każdej sytuacji uwierzyli, że Bóg jest z nami i potrafi odmienić nasze życie. On wierzył i za to jesteśmy mu wdzięczni. Za to go czcimy. Za to podziwia go cały świat. Ale również i ja mogę uwierzyć. Bóg daje mi tę łaskę: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna”.

Prosimy o wiarę. Prosimy o wiarę! Ona nie wymaga wielkich słów, ale wymaga wielkich serc, nie wymaga częstych deklaracji, ale wymaga częstych gestów miłości. Ona nie potrzebuje afiszowania się, lecz potrzebuje pogłębienia się. Pogłębiania poprzez modlitwę, poprzez dobre czyny, poprzez dobre słowa.

Prośmy więc pokornie Boga, który będzie się nam dawał w tej Najświętszej Eucharystii, który będzie przychodził do nas w Komunii świętej, aby pogłębił naszą wiarę. Aby niezależnie od tego, na jakim placu obozowym współczesnego świata jestem, czy na placu obozowym mojej rodziny, seminarium, szkoły czy pracy, czy może na palcu obozowym mojej emerytury, szpitala, abym tam dał świadectwo z mojej wiary. Abym żył w przekonaniu, że Bóg jest ze mną i oto uczy mnie udzielać właściwych odpowiedzi.

Amen.

(Tekst nieautoryzowany)


ostatnia modyfikacja: 01-11-2004, 00:41, Strona do druku
Nasz patron
Kapłani

wiecej...

Widok z wieży kościoła
Adres i telefony

pl. Św. Maksymiliana 2
32-602 Oświęcim
e-mail: Maksymilian

Telefony:
(0-33)842-56-94
(0-33)842-59-56


Copyright by Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu. All rights reserved!
Polityka prywatności